Forum FORUM BOTANICZNE Strona Główna FORUM BOTANICZNE
Dla tych, którzy lubią zielone
 
 POMOCPOMOC   FAQFAQ   SzukajSzukaj   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Przesiedlanie roślin.
Idź do strony 1, 2  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum FORUM BOTANICZNE Strona Główna -> Pytania i odpowiedzi
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Janusz B
Storczyk


Dołączył: 26 Mar 2013
Posty: 467

PostWysłany: Pon Sty 06, 2014 07:25    Temat postu: Przesiedlanie roślin. Odpowiedz z cytatem

Kiedyś przyszedł do mnie kolega mieszkający 2 bloki dalej. Prosił o pomoc w przesadzeniu dużego już wtedy drzewka daglezji, która rosła przy jego budynku zbyt blisko o wiele większych lip. Wcześniej nie przeszkadzały iglakowi, ale po pewnym czasie stało się jasne, że albo daglezja, albo lipy. Sąsiad na szczęście zareagował w odpowiednim momencie, drzewko jeszcze nie miało zniszczonej korony. Ponieważ daglezja miała już ok. 2,5 metra wysokości nie wiedziałem, czy ją damy radę przesadzić. Wykopaliśmy ją z wielką bryłą ziemi i przewlekliśmy na upatrzone miejsce odległe o kilkanaście metrów. Niby niedaleko, ale ledwie daliśmy radę, taki był to ciężar. Po posadzeniu od razu podlałem drzewko i korzystając z pomocy sąsiada przesadziłem z bryłą ziemi dodatkowo świerka wysokości ok. 2 metrów, którego ktoś posadził parę lat wcześniej naprzeciw moich okien. Świerk na razie wyglądał ładnie, ale wiedziałem, że w przyszłości będzie mi zbytnio zacieniał mieszkanie. Jego też po przesadzeniu podlałem. Daglezji w celu zmniejszenia transpiracji wyciąłem sekatorem kilka mniejszych gałęzi, oraz wyłamałem część pączków na niektórych pozostałych gałęziach. To było wiosną, więc pączki jeszcze się nie zdążyły rozwinąć.
Świerkowi natomiast nie wycinałem gałązek i nie wyłamałem części pączków. Nie miał też przy korzeniach tak wielkiej bryły ziemi jak daglezja (przesadzaliśmy go na większą odległość). Chyba po tygodniu stwierdziłem, że usycha, nic nie pomogło następne podlanie. Sad
Z tym większą pieczołowitością zacząłem pielęgnować daglezję w obawie, że podzieli los świerka. Podlewałem ją jeszcze w lecie (tylko w czasie suszy), rzadko ale obficie. W następnym roku znowu wyłamałem trochę pączków i jeszcze czasem podlałem. Teraz drzewko ma już pewnie z 5 metrów wysokości i piękną koronę. Very Happy
Oprócz przesadzania drzew mam też doświadczenie z przesiedlaniem roślin. Czy ktoś z forumowiczów próbował bawić się w takie rzeczy?


Ostatnio zmieniony przez Janusz B dnia Sob Sty 11, 2014 22:56, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Reklama






Wysłany: Pon Sty 06, 2014 07:25    Temat postu:

Powrót do góry
niccolai
Storczyk


Dołączył: 27 Cze 2012
Posty: 526

PostWysłany: Czw Sty 09, 2014 09:18    Temat postu: Re: Przesiedlanie roślin. Odpowiedz z cytatem

Janusz B napisał:
Oprócz przesadzania drzew mam też doświadczenie z przesiedlaniem roślin. Czy ktoś z forumowiczów próbował bawić się w takie rzeczy?
Ciekawe, czy będzie dużym zaskoczeniem jeśli odpowiem, że ja także próbuję się bawić w takie rzeczy Wink Co prawda ja "specjalizuję" się raczej w roślinach zielnych i krzewinkach, ale drzewa i krzewy także przesiedlałem - i to z całkiem sporym sukcesem. Kiedyś zrobiłem sobie taki krótki test efektywności i wyszła mi ona na poziomie 85-90%... Oczywiście efektywność przesiedlania poszczególnych grup roślin zależy od wielu czynników - żywotności przesiedlanych roślin (ich kondycja zwykle jest nie najlepsza), terminu przesiedlania (nie zawsze możemy go swobodnie wybierać- czasem jest to konieczność) oraz od doboru odpowiedniego stanowiska zastępczego (nie zawsze można znaleźć w najbliższej okolicy stanowisko idealnie odpowiadające wymaganiom danego gatunku).
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Janusz B
Storczyk


Dołączył: 26 Mar 2013
Posty: 467

PostWysłany: Sob Sty 11, 2014 22:10    Temat postu: Re: Przesiedlanie roślin. Odpowiedz z cytatem

niccolai napisał:
Ciekawe, czy będzie dużym zaskoczeniem jeśli odpowiem, że ja także próbuję się bawić w takie rzeczy Wink Co prawda ja "specjalizuję" się raczej w roślinach zielnych i krzewinkach, ale drzewa i krzewy także przesiedlałem - i to z całkiem sporym sukcesem. Kiedyś zrobiłem sobie taki krótki test efektywności i wyszła mi ona na poziomie 85-90%...

No to nie jestem sam. A efektywność masz znacznie lepszą od tej z podanego przeze mnie przykładu. Tam wypada tylko 50% Embarassed
Ja również "specjalizuję" się raczej w roślinach zielnych. Oto przykład z bardzo wysoką efektywnością.
Miałem kiedyś kurzajkę, którą starałem się zlikwidować przy pomocy soku z jaskółczego ziela. Trzy razy dziennie robiłem pomarańczową lub żółtą (w zależności od miejsca pozyskania soku) kropeczkę na kurzajce. Akurat miałem wyjechać na działkę, a tam nie rosło ani jedno jaskółcze ziele (zwane też glistnikiem). Dziwiło mnie to, bo uważałem, że na części działki są idealne warunki do wzrostu tego pospolitego chwastu.
Żeby nie przerywać kuracji zabrałem na działkę chyba 5 tych roślin wykopanych z bryłką ziemi. Na działce posadziłem je i kontynuowałem kurację, starając się, żeby żadnej rośliny zbytnio nie obskubać (mądry pasożyt nie zabija). Laughing
Kurzajka znikła chyba dopiero po półtoramiesięcznym smarowaniu. Jako dziecko kilka razy miałem tą metodą likwidowaną kurzajkę i wtedy trwało to o ile dobrze pamiętam znacznie krócej. A co stało się z posadzonymi glistnikami? Błyskawicznie zaczęły się rozmnażać, i mam teraz nie 5 a chyba 55 dorodnych, kwitnących i rozsiewających się glistników, które tak jak przewidywałem mają tam idealne warunki wzrostu.
Jest to przykład na to, że nasiona nawet pospolitych roślin mają czasem kłopot z dotarciem do miejsc, gdzie panują idealne do ich wzrostu warunki. Na mojej działce takie warunki były już od około 20 lat. Przed posadzeniem drzew było to pole orne. Przez okres 20 lat nasiona jaskółczego ziela nie dotarły na działkę, która z trzech stron otoczona jest polami ornymi, a od południa graniczy z łąką przeciętą rzeczką.
Jaskółcze ziele ma maleńkie nasionka z elajosomem - ciałkiem tłuszczowym, które stanowi pokarm dla mrówek rozprzestrzeniających przy okazji roślinę. Dawniej barierą dla mrówek były tylko strumienie, bagna i pustynie, więc zaprzęgnięcie ich do roznoszenia nasion było świetnym "patentem" z punktu widzenia roślin. Obecnie każda szosa i ruchliwa polna droga jest dla mrówek barierą, więc rośliny korzystające z ich pomocy mają problemy z rozsiewaniem nasion na dalsze odległości.
Zdaję sobie sprawę, że wiesz niccolai o elajosomie, ale czytają nas pewnie nie tylko osoby znające tajniki metod rozsiewania nasion przez rośliny. Powyższy przykład zakończył się większym sukcesem niż sądziłem, ale nie zawsze tak było. Przesadzałem też rośliny z terenu inwestycji drogowych, ale czasem nie wiem jak to wypadło, a czasem nawet nie zdążyłem ich uratować Crying or Very sad
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
niccolai
Storczyk


Dołączył: 27 Cze 2012
Posty: 526

PostWysłany: Wto Sty 14, 2014 08:47    Temat postu: Re: Przesiedlanie roślin. Odpowiedz z cytatem

Janusz B napisał:
No to nie jestem sam. A efektywność masz znacznie lepszą od tej z podanego przeze mnie przykładu. Tam wypada tylko 50% Embarassed
No pewnie, że nie jesteś sam - takich jak my jest zresztą wielu - tylko nie zawsze się tym głośno chwalimy Wink
Efektywność, którą podałem, to efektywność mojego dotychczasowego działania - uśredniona! Efektywność jednorazowego działania uzależniona
jest od wielu czynników zewnętrznych, na które nie zawsze mamy wpływ - a przez to, jest ona czasem niewielka. Dla przykładu: 2 lata temu przesadzałem grupę mikołajków płaskolistnych rosnących na poboczu lokalnej drogi gruntowej, która miała zostać zmodernizowana (poszerzona i utwardzona). Stanowisko mikołajka niestety zostało zniszczone. Ocalałe rośliny (w liczbie 17) zostały przeniesione w inne miejsce. Niestety stan roślin oraz panująca wówczas susza sprawiły, że przeżyło ledwie 3! Sad
Mimo, że są to rośliny sucholubne, nie poradziły sobie - chociaż regularnie były podlewane - tak więc efektywność tego działania wyniosła 17% (jeśli dobrze liczę Wink ). Przykład drugi: kilka lat wstecz przesadzałem 53 egzemplarze goryczki wąskolistnej, która miała nieszczęście rosnąć na miejscu przyszłej inwestycji, jaką była oczyszczalnia ścieków. Rośliny zostały przesadzone późnym latem (sierpień/wrzesień) w fazie kwitnięcia (wówczas ruszyły prace przygotowawcze związane z przygotowaniem terenu). Jakież było moje zdziwienie, gdy na przyszły rok zakwitło 50 z nich! Obecnie na tym stanowisku rośnie już ponad 60 szt - ze stałą tendencją zwyżkową Smile
Jeśli więc porównamy te 2 przykłady, okaże się, że efektywność działań ma skrajne wartości: od ok. 17 do 95% - średnia zaś to nieco ponad 50%.
Tak więc, nie sugerowałbym się zbytnio tymi % - ważniejszy jest w tym przypadku efekt w postaci uratowania choć części roślin, skazanych na nieuchronną zagładę. Wink

Janusz B napisał:
Ja również "specjalizuję" się raczej w roślinach zielnych. Oto przykład z bardzo wysoką efektywnością.
[...]Akurat miałem wyjechać na działkę, a tam nie rosło ani jedno jaskółcze ziele (zwane też glistnikiem). Dziwiło mnie to, bo uważałem, że na części działki są idealne warunki do wzrostu tego pospolitego chwastu.
Żeby nie przerywać kuracji zabrałem na działkę chyba 5 tych roślin wykopanych z bryłką ziemi. [...] Błyskawicznie zaczęły się rozmnażać, i mam teraz nie 5 a chyba 55 dorodnych, kwitnących i rozsiewających się glistników, które tak jak przewidywałem mają tam idealne warunki wzrostu.
Glistnik to dość ekspansywna roślina i w sprzyjających warunkach szybko się rozmnaża - w przyszłości będziesz musiał kontrolować jej stan liczebny, bo może rozrosnąć się w sposób niekontrolowany zagłuszając wszystko dookoła Wink

Janusz B napisał:
Jest to przykład na to, że nasiona nawet pospolitych roślin mają czasem kłopot z dotarciem do miejsc, gdzie panują idealne do ich wzrostu warunki. Na mojej działce takie warunki były już od około 20 lat.
To jest niestety dobrze znane przyrodnikom zjawisko związane z fragmentacją i izolacją siedlisk. Podobny efekt miałem ze wspomnianą wcześniej goryczką wąskolistną. Łąka, która stała się stanowiskiem zastępczym dla "moich roślin", to ok. hektarowy fragment łąki położony w dolinie rzecznej, użytkowany dawniej jako łąka kośna - użytkowanie zarzucono później z powodu trudnych warunków (obniżenie terenu, często podtapiane). Dolina jest miejscem występowania tego gatunku, ale samo obniżenie, o którym mowa, otoczone jest łąkami kośnymi, które uniemożliwiają kolonizację(rekolonizację?) tego fragmentu przez rośliny wilgociolubne. Przesadzone goryczki znalazły tu dobre miejsce do wzrostu i rozmnażania się. Sadzę, że w przyszłości ten fragment łąk stanie się siedliskiem także innych roślin o podobnych wymaganiach siedliskowych, które będą "przeszkadzać" gdzie indziej Wink

Janusz B napisał:
Zdaję sobie sprawę, że wiesz niccolai o elajosomie, ale czytają nas pewnie nie tylko osoby znające tajniki metod rozsiewania nasion przez rośliny.
Jak najbardziej rozumiem i uznaję zasadność stosowania wszelkich wyjaśnień, przykładów i opisów w wypowiedziach na Forum - sam także staram się unikać w swoich wypowiedziach zbyt specjalistycznej terminologii - a jeśli muszę ja zastosować - to z odpowiednim wyjaśnieniem, aby uczynić swoją wypowiedź łatwą do zrozumienia, także przez osoby nie posiadające szerokiej wiedzy z zakresu botaniki Wink

Janusz B napisał:
Powyższy przykład zakończył się większym sukcesem niż sądziłem, ale nie zawsze tak było. Przesadzałem też rośliny z terenu inwestycji drogowych, ale czasem nie wiem jak to wypadło, a czasem nawet nie zdążyłem ich uratować Crying or Very sad
Tak już niestety jest - nie zawsze udaje się uratować wszystko - ale ważne, by ratować co się da! Tak więc nie trać ducha Smile
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Janusz B
Storczyk


Dołączył: 26 Mar 2013
Posty: 467

PostWysłany: Pią Sty 17, 2014 04:30    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Mikołajek płaskolistny Eryngium planum , Goryczka wąskolistna Gentiana pneumonanthe - tych cudeniek chyba nawet nie widziałem.
Może widziałem uschnięte gałązki mikołajka jako dziecko - mama w ikebanie miała wyglądające tak samo. Pamiętam, że byłem nimi zachwycony.
Dobrze, że chociaż 3 uratowałeś Very Happy
niccolai napisał:
Przykład drugi: kilka lat wstecz przesadzałem 53 egzemplarze goryczki wąskolistnej, która miała nieszczęście rosnąć na miejscu przyszłej inwestycji, jaką była oczyszczalnia ścieków. Rośliny zostały przesadzone późnym latem (sierpień/wrzesień) w fazie kwitnięcia (wówczas ruszyły prace przygotowawcze związane z przygotowaniem terenu). Jakież było moje zdziwienie, gdy na przyszły rok zakwitło 50 z nich!

Ponad 50 goryczek uratowanych - to była wielka praca, ale satysfakcję masz pewnie też ogromną, gratulacje! Very Happy
Jeśli chodzi o mojego glistnika, to nie boję się jego ekspansji - nawet jestem zadowolony, że stanowi zaporę przed łanem pokrzyw, które
są pożyteczne, ale ostatnio jest i ich i płożących drobnych jeżynek zdecydowanie zbyt dużo. Jedne parzą, drugie kłują, mam tego dość!
Parę lat temu wpadłem na pomysł jak je powstrzymać. Pomyślałem, że rzadko bywam na działce, a jak już przyjadę, to na wszystko brak czasu, więc "zaprzęgnę" rośliny do zwalczania innych roślin. Wykombinowałem, że w tamtych warunkach pewnie dobrze będzie rósł Niecierpek gruczołowaty (himalajski) Impatiens glandulifera.
Myślałem tak: nie parzy, nie kłuje, wysoki, więc z pokrzywami sobie poradzi, ładnie kwitnie, gdy nasiona dojrzeją fajnie pstryka. Że to gatunek obcy i ekspansywny wtedy nie wiedziałem. Embarassed
Zebrałem więc nasiona i wysiałem. Kilka wielkich niecierpków wyrosło, kilka wyłożyło się (pewnie w tym "pomogły" płożące jeżyny). Ogólnie bez rewelacji (teraz wiem, że to dobrze), pewnie miał pod okapem wiśni i mirabelek zbyt mało światła.
Spróbowałem więc wysiać niecierpka drobnokwiatowego. Kilka wyrosło, ale na razie bez rewelacji. Może to i dobrze, bo właściwie nie lubię tej rośliny. Zawsze mam wrażenie, że jej łany zabierają miejsce innym, szlachetniejszym roślinom. Tyle tylko, że przechodząc pod drzewami i depcząc po niecierpkach nie miałbym wyrzutów sumienia.
Podagrycznik pospolity też pewnie czułby się w moim sadzie doskonale, ale jego też nie znoszę. Wyjątkowo ekspansywny w miejscach o bardzo żyznej, próchnicznej glebie, którą gdyby nie on mogłyby porastać bardziej szlachetne rośliny. Ale nic z tego, podagrycznik zwartym łanem wszystko opanowuje. Nie zamierzam więc wprowadzać go sobie na działkę.
Jest wprawdzie jego plamiasta odmiana, którą pewnie "zapunktowałbym" u żony (gdy posadziłem ozdobnego barwinka była zachwycona), ale pewnie ta ozdobna wersja też rozrasta się łanowo. Na razie nie mam więc koncepcji co tam podsiać.
Miejsce to jest zimą narażone na mróz (ozdobny barwinek ku rozpaczy żony po kilku latach wymarzł i będę musiał szukać nowego), a w lecie są takie susze, że listki bzu lilaka i forsycji zwisają jak zwiotczałe szmatki. Pod tym względem to trochę dziwne miejsce - w mieście odległym o 20 km już nie jest tak sucho, a rośliny wiosną zaczynają rozwijać się o ok. 2 tygodnie wcześniej.
niccolai napisał:
Tak już niestety jest - nie zawsze udaje się uratować wszystko - ale ważne, by ratować co się da! Tak więc nie trać ducha Smile

Dzięki za słowa otuchy Smile
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
niccolai
Storczyk


Dołączył: 27 Cze 2012
Posty: 526

PostWysłany: Pią Sty 17, 2014 21:12    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Janusz B napisał:
Mikołajek płaskolistny Eryngium planum , Goryczka wąskolistna Gentiana pneumonanthe - tych cudeniek chyba nawet nie widziałem.
Wiem, że to nie to samo, co zobaczyć te gatunki w naturze, ale specjalnie dla Kolegi kilka fotek "moich" roślin:

Mikołajek płaskolistny (Eryngium planum)

Goryczka wąskolistna (Gentiana pneumonanthe)

Janusz B napisał:
Ponad 50 goryczek uratowanych - to była wielka praca, ale satysfakcję masz pewnie też ogromną, gratulacje! Very Happy
Satysfakcja faktycznie ogromna, nakład pracy i czasu także był duży - na szczęście miałem pomocników - okazuje się, że butelka dobrej wódki może czasem zdziałać cuda i "uwrażliwić" twarde, męskie serca (robotników budowlanych) na smutny los zagrożonych gatunków

Janusz B napisał:
Jeśli chodzi o mojego glistnika, to nie boję się jego ekspansji - nawet jestem zadowolony, że stanowi zaporę przed łanem pokrzyw, [...]
Parę lat temu wpadłem na pomysł jak je powstrzymać. Pomyślałem, że rzadko bywam na działce, a jak już przyjadę, to na wszystko brak czasu, więc "zaprzęgnę" rośliny do zwalczania innych roślin. Wykombinowałem, że w tamtych warunkach pewnie dobrze będzie rósł Niecierpek gruczołowaty (himalajski) Impatiens glandulifera. [...]Ogólnie bez rewelacji[...] Spróbowałem więc wysiać niecierpka drobnokwiatowego. Kilka wyrosło, ale na razie bez rewelacji. Może to i dobrze, bo właściwie nie lubię tej rośliny. Zawsze mam wrażenie, że jej łany zabierają miejsce innym, szlachetniejszym roślinom.
To bardzo dobrze, że zarówno jeden, jak i drugi niecierpek, nie przetrwał! Oba są obcymi dla naszej flory gatunkami inwazyjnymi, stwarzającymi poważne zagrożenie dla rodzimych gatunków roślin! Należy je tępić, a nie ułatwiać rozsiewanie i kolonizację nowych terenów - intuicja Cie nie zawodzi. Wink Z tego co piszesz, przydałaby się jakaś odporna roślina okrywowa, stanowiąca nie tylko zaporę przed ekspansją niepożądanych gatunków, ale również chroniąca glebę przed nadmiernych wysychaniem.
Rozumiem, że teren jest mocno ocieniony, latem panuje susza, a zimą teren jest eksponowany na niskie temperatury. A jak duży jest to teren - jaką powierzchnię trzeba by obsadzić roślinami?
W takich miejscach dobrze spisywałyby się jasnota plamista (Lamium maculatum) - szybko się rozrasta, nie lubi nadmiaru wilgoci, znosi ocienienie i jest mrozoodporna - no i nowe odmiany cechują się pięknie przebarwionymi liśćmi (żona powinna być zadowolona Wink ):



Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Janusz B
Storczyk


Dołączył: 26 Mar 2013
Posty: 467

PostWysłany: Sob Sty 18, 2014 16:46    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

niccolai napisał:
Z tego co piszesz, przydałaby się jakaś odporna roślina okrywowa, stanowiąca nie tylko zaporę przed ekspansją niepożądanych gatunków, ale również chroniąca glebę przed nadmiernych wysychaniem.
Rozumiem, że teren jest mocno ocieniony, latem panuje susza, a zimą teren jest eksponowany na niskie temperatury.

Bardzo dobrze przedstawiłeś charakterystykę mojej działki. Jasnota plamista (Lamium maculatum) pewnie też dobra w tych warunkach. Gdy zobaczyłem zdjęcia z plamiastymi liśćmi zawołałem szybko żonę (byłem pewien że "zapunktuję"). Niestety, żona spojrzała z ukosa i powiedziała: "tego bym nie zniosła, ma podobne liście do pokrzywy, a to mi się źle kojarzy". Sad
Faktycznie, na działce zwykle jesteśmy mocno poparzeni przez pokrzywy. Nie pomogły moje tłumaczenia, że liście jasnoty są bezpieczne. Dodatkowym argumentem było też to, że deptać po takich ozdobnych roślinach byłoby głupio. Żona zasugerowała, żebym posadził kilka gatunków roślin. Do obsadzenia jest kilka lub kilkanaście arów.
Na reszcie terenu jest trochę ornego pola, łąka, a w innych miejscach trawy, pokrzywy, jaskółcze ziele, płożące drobnolistne jeżyny, a na skraju mam też chyba jakąś przytulię, która potrafiła w tym roku powalić półtorametrową czeremchę. Podobny los czekał kilka dereni jadalnych, ale w odpowiednim czasie interweniowałem. Tamten fragment działki jest odsłonięty - to część zagospodarowana przez żonę. Głównie porzeczki i agrest oraz kilka moich dereni jadalnych Cornus mas. Kiedyś może pstryknę kilkanaście roślin z mojej działki, to podpowiecie nazwy tych wątpliwych.
Wróćmy jednak do przesiedlenia goryczek.
niccolai napisał:
(...) miałem pomocników - okazuje się, że butelka dobrej wódki może czasem zdziałać cuda i "uwrażliwić" twarde, męskie serca (robotników budowlanych) na smutny los zagrożonych gatunków

niccolai wstydź się, widzę że rozpijasz "lud pracujący" Very Happy
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
niccolai
Storczyk


Dołączył: 27 Cze 2012
Posty: 526

PostWysłany: Sob Sty 18, 2014 19:58    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Janusz B napisał:
niccolai napisał:
Z tego co piszesz, przydałaby się jakaś odporna roślina okrywowa, stanowiąca nie tylko zaporę przed ekspansją niepożądanych gatunków, ale również chroniąca glebę przed nadmiernych wysychaniem.
Rozumiem, że teren jest mocno ocieniony, latem panuje susza, a zimą teren jest eksponowany na niskie temperatury.

Bardzo dobrze przedstawiłeś charakterystykę mojej działki. Jasnota plamista (Lamium maculatum) pewnie też dobra w tych warunkach. Gdy zobaczyłem zdjęcia z plamiastymi liśćmi zawołałem szybko żonę (byłem pewien że "zapunktuję"). Niestety, żona spojrzała z ukosa i powiedziała: "tego bym nie zniosła, ma podobne liście do pokrzywy, a to mi się źle kojarzy". Sad
Ach te nasze żony i ich kaprysy - czasem trudno spełnić ich oczekiwania Wink Życzę zatem powodzenia w poszukiwaniu odpowiedniego kandydata - bo w takich warunkach poradzi sobie niewiele roślin. Barwinek, o którym wspominałeś, też będzie miał problem skoro teren jest suchy - co prawda roślina znosi dobrze okresowe susze, ale przy dłuższych niedoborach wody raczej sobie nie poradzi. Jako gatunek łęgowy potrzebuje też osłoniętych siedlisk, gdyż (mimo, że to roślina rodzima) eksponowana na niskie temperatury (zwłaszcza na mroźne wiatry), może wymarzać.

Janusz B napisał:
Dodatkowym argumentem było też to, że deptać po takich ozdobnych roślinach byłoby głupio. Żona zasugerowała, żebym posadził kilka gatunków roślin. Do obsadzenia jest kilka lub kilkanaście arów.
Kilka gatunków ... ho, ho! Wink Będzie problem znaleźć jeden, a co mówić o kilku - to niemal "mission impossible" Smile
Skoro kilka arów, to potrzeba szybko rozrastających się, płożących roślin, aby szybko pokryły teren zwartym kobiercem. Jasnota byłaby tu idealna - znosi suszę, wilgoć też jej nie przeszkadza, w pełni mrozoodporna i deptanie też jej służy, gdyż sprzyja zakorzenianiu się pędów, ale skoro źle się kojarzy, trzeba szukać czegoś innego - niestety mnie na tę chwilę nie przychodzi do głowy nic innego...


Janusz B napisał:
Wróćmy jednak do przesiedlenia goryczek.
niccolai napisał:
(...) miałem pomocników - okazuje się, że butelka dobrej wódki może czasem zdziałać cuda i "uwrażliwić" twarde, męskie serca (robotników budowlanych) na smutny los zagrożonych gatunków

niccolai wstydź się, widzę że rozpijasz "lud pracujący" Very Happy

Oj tam, oj tam - zaraz rozpijam Wink To tylko drobny gest w ramach rewanżu za okazaną pomoc - dzięki niemu czasem to co niemożliwe nagle staje się możliwe. Dodam tylko, że wszystko odbyło sie po godzinach pracy - więc wszelkie normy cywilno-prawne nie zostały naruszone Very Happy
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Janusz B
Storczyk


Dołączył: 26 Mar 2013
Posty: 467

PostWysłany: Sob Lut 01, 2014 07:06    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

No, skoro wszelkie normy cywilno-prawne nie zostały naruszone, to trochę się zrehabilitowałeś niccolai w moich oczach. A już przez chwilę myślałem, że jesteś jak ten zły dziedzic który rozpijał polskiego chłopa Laughing
(było to w jakiejś polskiej komedii - nauczycielka pokazuje dzieciom butelkę w muzeum i mówi o rozpijaniu chłopów przez panów).
niccolai napisał:
Ach te nasze żony i ich kaprysy - czasem trudno spełnić ich oczekiwania

Parafrazując znany tekst można powiedzieć, że otrzymałem od żony propozycję nie do odrzucenia w stylu: "Jeśli nie chcesz mojej zguby, to barwinka daj mi luby". Oczywiście łaciatego. Very Happy
Rozpocząłem poszukiwania w znanych mi kilku miejscach występowania barwinka, ale łaciatego nie znalazłem.
Już myślałem, że nic z tego, ale któregoś razu przechodziłem koło wygniłego w środku pieńka, do którego kiedyś włożyłem trochę ziemi i posadziłem kilka ździebełek barwinka rosnącego przed domem do wyburzenia. Dom ten wiąże się ze wspomnieniem mojego dziadka, więc miała to być taka żywa pamiątka. Okazało się, że barwinek wypełzł z pieńka i dwa jego ździebełka mają plamiaste liście! Jak to czasem roślinki potrafią się mile odwdzięczyć. Very Happy
O ile dobrze pamiętam, Adamian szczególnie interesuje się roślinkami o plamiastych liściach, więc plamiasty egzemplarz zaprezentuję (zdjęcie robiłem gdy lód zaczynał już zamarzać na roślinach, więc trochę gorzej widać)

Teraz trzeba go będzie w tajemnicy przed żoną rozmnożyć i potem połowę (druga część zostanie w rezerwie) zawieźć na działkę i zrobić żonie miłą niespodziankę. Już sobie wyobrażam jak moja ptaszyna sobie na działce podśpiewuje. A i nagroda też pewnie Janusza B nie minie. Laughing
niccolai napisał:
Życzę zatem powodzenia w poszukiwaniu odpowiedniego kandydata - bo w takich warunkach poradzi sobie niewiele roślin. Barwinek, o którym wspominałeś, też będzie miał problem skoro teren jest suchy - co prawda roślina znosi dobrze okresowe susze, ale przy dłuższych niedoborach wody raczej sobie nie poradzi. Jako gatunek łęgowy potrzebuje też osłoniętych siedlisk, gdyż (mimo, że to roślina rodzima) eksponowana na niskie temperatury (zwłaszcza na mroźne wiatry), może wymarzać.

Jak zwykle niccolai masz rację. W okresach suszy barwinek który posadziłem na działce miał przywiędłe liście. A ten poprzedni plamiasty prawdopodobnie wymarzł, bo był na skraju, najbardziej narażony na słońce i mróz. Jeśli ten nowy "padnie" to będzie w rezerwie jego druga część. Przed wymarznięciem tym razem zabezpieczę go jakoś - może glebę przykryję korą, lub pojedynczą warstwą liści klonu przyciśniętych jakimiś gałązkami? Ten ozdobny barwinek ma zarosnąć mikro skalniaczek ok. 2 metrów kwadratowych, więc można się pobawić.
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Janusz B
Storczyk


Dołączył: 26 Mar 2013
Posty: 467

PostWysłany: Sob Maj 17, 2014 09:59    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

To było chyba pod koniec zeszłego roku lub na początku tego. Tuż przed nadejściem większych mrozów pojechałem rowerem przenieść w inne miejsce świetliki rosnące na terenie projektowanej drogi. To te których zdjęcie wstawiłem w dziale "Pytania i odpowiedzi" w temacie "Rozpoznawanie roślin" 6 stycznia tego roku:
http://botaniczne.phorum.pl/viewtopic.php?p=4045
Mimo, że świetlik jest podobno popularny, nie pamiętam, żebym go widział gdzieś indziej. Dawniej miałem problemy z jednym okiem - zapalenie spojówki, a świetlik właśnie na to pomaga. Wolałem więc nadal mieć go w znanym mi miejscu.
Było już zimno, zielne roślinki uschły i oblodziły się. Początkowo nie mogłem ich znaleźć. Dopiero po intensywnych poszukiwaniach znalazłem.

Wykopałem je z dwóch miejsc z bryłami ziemi i przeniosłem poza projektowaną drogę. Podczas tej pracy zorientowałem się, że one są prawdopodobnie rośliną jednoroczną, czego się nie spodziewałem. Pomyślałem, że nawet w takim przypadku nasiona pewnie będą gdzieś w ziemi wokół nich, więc szansa powodzenia jakaś jest. Po powrocie do domu poczytałem o świetliku. Okazało się, że faktycznie jest jednoroczny, a dodatkowo jest półpasożytem, o czym wcześniej nie wiedziałem. Jak go w tej sytuacji fachowo przesiedlać? Czy razem z roślinami na jakich pasożytuje, i które to rośliny?
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Janusz B
Storczyk


Dołączył: 26 Mar 2013
Posty: 467

PostWysłany: Sob Lip 18, 2015 15:18    Temat postu: Re: Przesiedlanie roślin. Odpowiedz z cytatem

niccolai napisał:
(...) 2 lata temu przesadzałem grupę mikołajków płaskolistnych rosnących na poboczu lokalnej drogi gruntowej, która miała zostać zmodernizowana (poszerzona i utwardzona).
(...) kilka lat wstecz przesadzałem 53 egzemplarze goryczki wąskolistnej, która miała nieszczęście rosnąć na miejscu przyszłej inwestycji, jaką była oczyszczalnia ścieków.

Jutro wybieram się do Iłży na Festiwal Folkloru im. Józefa Myszki. To mi przypomniało, że gdy byłem tam w zeszłym roku, postanowiłem zrobić sobie przerwę w słuchaniu zespołów i poszedłem obejrzeć ruiny zamku. Na zboczu stromej góry zobaczyłem takie rośliny:



Zdjęcie wyszło kiepsko, bo musiałem je zrobić "pod słońce". Wejścia na zbocze nie zaryzykowałem.
W tym roku podobne lub te same rośliny widziałem będąc służbowo na strzelnicy w Starachowicach (zdjęcia nie mam), potem jeszcze kilka (chyba znowu tego samego gatunku) w innej okolicy:



Na terenie lub w pobliżu projektowanej inwestycji drogowej znalazłem w zeszłym roku roślinkę, która jak mi się wydaje jest goryczką.



Czy to te same gatunki, które niccolai przesadzałeś?


Ostatnio zmieniony przez Janusz B dnia Nie Lis 08, 2015 07:42, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Mantis
Roślina pospolita


Dołączył: 30 Maj 2015
Posty: 47
Skąd: Lasocin (okolice Sochaczewa)

PostWysłany: Sob Lip 18, 2015 18:38    Temat postu: Re: Przesiedlanie roślin. Odpowiedz z cytatem

Janusz B napisał:
... Czy ktoś z forumowiczów próbował bawić się w takie rzeczy?

Ja się bawiłem w przesadzanie.
A jeśli chodzi o warunki...
Na wakacje jeżdżę do babci do Rajgrodu. Tu jest dobra gleba i jest dosyć wilgotno. W poprzednim roku przesadziłem w inne miejsce na ogródku chory pęd różowej pysznogłówki (tutaj wszystkie są chore na mączniaka) z czymś, co można by (jak się ktoś uprze) nazwać resztką korzenia. W tym mam wielką kępę o średnicy pół metra - wynik zadowalający. Mam tylko dwa problemy. Jeden jest taki, że nie wszystko mogę posadzić (problem był np. z ostrożeniem), bo babcia nie przepada za takimi "chwastami". Drugi, to jest to, że część roślin ginie - zostają zagłuszone, przez pysznogłówkę, barwinka (którego zawzięcie tępię), groszek (rósł pod Decathlonem, kwitnie na różowo i wydaje czarne nasionka, przesadzany był w takim stanie jak pysznogłówka o której wcześniej pisałem) albo jakiś kwiatek o kwiatach przypominających kształtem kwiaty rumianku.

Ale w zeszłym roku z Warszawy przeprowadziłem się do Lasocina. Tutaj naturalnie (tj. nie wsadzone przez nas) rosną głównie jastrzębiec kosmatek, szczaw, wiesiołek, chaber bławatek (tylko przy polach), jakieś trawy, turzyce (!!!), mniej często rumiankopodobne coś i drzewa (dąb, sosna, brzoza, topola, rzadziej grusza) oraz czeremcha. Inne rośliny są znacznie mniej liczne. Dlaczego? Kopiąc piwnice przekonaliśmy się, bo zobaczyliśmy tutejszy profil glebowy: trochę ściółki (wygląda jak zgniecione suszone zioła), 30cm ziemiopiasku, a dalej piasek, po metrze w głąb piasek przetykany jest płaskimi, poziomymi złożami glinopiasku; a w niektórych miejscach jest po prostu piasek. Na niektórych polach zborza osiągają 30cm, a owies wydaje 3 - 5 ziarenek.
Jest jeszcze inna wada naszych działek: susza. Tutaj prawdopodobnie z dużym powodzeniem można by hodować opuncje, czy inne kaktusy. Czy to nie przerażające jak się chce mieć ogród?
Ala my mamy talent - na trzy przesadzone brzózki przyjęła się jedna, a na ok. 20 sosenek tylko trzy się nie przyjęły.

Teraz robię sobie ogródek i w Lasocinie. Może się uda. Na razie mam już na celu kilka roślin: mikołajek, przegorzan kulisty, psianka słodkogórz (ciężko będzie), jakaś róża, i coś ostrożeniopodobnego.

A Wam życzę powodzenia i dobrych warunków Wink.
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Janusz B
Storczyk


Dołączył: 26 Mar 2013
Posty: 467

PostWysłany: Sob Lip 18, 2015 21:27    Temat postu: Re: Przesiedlanie roślin. Odpowiedz z cytatem

Mantis napisał:
(...) albo jakiś kwiatek o kwiatach przypominających kształtem kwiaty rumianku.

Maruna bezwonna Tripleurospermum inodorum podobna jest do rumianka.

Mantis napisał:
Jest jeszcze inna wada naszych działek: susza. Tutaj prawdopodobnie z dużym powodzeniem można by hodować opuncje, czy inne kaktusy. (...)
Na razie mam już na celu kilka roślin: (...) psianka słodkogórz (ciężko będzie)

Oprócz suszy jest jeszcze zima, więc słabo widzę perspektywy dla opuncji i kaktusów Wink
Jeśli chodzi o psiankę słodkogórz to radzę nie morduj jej, ona lubi wilgoć, więc w tych warunkach i Ty i ona nie będziecie zadowoleni. Czasem lepiej odpuścić, niż na siłę coś robić przeciw naturze.
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Mantis
Roślina pospolita


Dołączył: 30 Maj 2015
Posty: 47
Skąd: Lasocin (okolice Sochaczewa)

PostWysłany: Nie Lip 19, 2015 19:41    Temat postu: Re: Przesiedlanie roślin. Odpowiedz z cytatem

Janusz B napisał:

Maruna bezwonna Tripleurospermum inodorum podobna jest do rumianka.


Oprócz suszy jest jeszcze zima, więc słabo widzę perspektywy dla opuncji i kaktusów Wink
Jeśli chodzi o psiankę słodkogórz to radzę nie morduj jej, ona lubi wilgoć, więc w tych warunkach i Ty i ona nie będziecie zadowoleni. Czasem lepiej odpuścić, niż na siłę coś robić przeciw naturze.


Przepraszam, zginęło mi słowo "żółty" (płatki też), A marunę potrafię rozpoznać.

Narazie była taka niby-zima Smile. A zresztą można zrobić szklarnię. Żartuję.
Ja tak mam, wszystko lubię robić na przekór... Ale na pewno mi się uda, jeśli nie teraz, to jak zaczniemy robić stawik. Zresztą może jak będę często podlewać.

Edit: zidentyfikowałem. Te rumiankopodobne z Lasocina to margaretka, ostrożeniopodobne coś to popłoch pospolity, a żółte rumiankopodobne to wygląda jak rumian żółty, ale moje ma mniej liści (no i drobniejsze i jakby z siwymi włoskami niż te na zdjęciach).
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Janusz B
Storczyk


Dołączył: 26 Mar 2013
Posty: 467

PostWysłany: Wto Lis 17, 2015 23:10    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

W dzisiejszym teleekspresie usłyszałem informację, że GDDKiA poszukuje firmy, która podejmie się przesiedlenia kilku tysięcy roślin w związku z planowaną w centrum Polski inwestycją drogową na trasie S7 pomiędzy Radomiem a Kielcami - obwodnicą Skarżyska Kamiennej.
Stowarzyszenie Pracownia na rzecz Wszystkich Istot zatrzymuje od kilku lat tą inwestycję ze względu na występowanie tam kilku gatunków rzadkich motyli, którymi są przeplatka aurinia, modraszek telejus, modraszek alkon.
Z tego wywnioskowałem, że roślinami, które chcą przesiedlić drogowcy są: czarcikęs łąkowy Succisa pratensis, krwiściąg lekarski Sanguisorba officinalis i goryczka wąskolistna Gentiana pneumonanthe.
Poszukałem w internecie i znalazłem kilka artykułów na ten ciekawy temat:
http://www.skarzysko24.pl/wiadomosci/przeglad-prasy/15717-drogowcy-przesadzaja-tysiace-roslin-w-okolicach-s7-zeby-chronic-motyle.html
http://www.gddkia.gov.pl/pl/a/20275/Dlaczego-Pracowania-nie-mowi-prawdy
http://kielce.wyborcza.pl/kielce/1,47262,18987460,znow-goraco-wokol-budowy-s7-kolo-skarzyska-drogowcy-kontra.html

PS. 18-go lipca wstawiłem tu kilka zdjęć i zapytałem "Czy to te same gatunki, które niccolai przesadzałeś?" Ale niccolai milczy...
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Reklama






Wysłany: Wto Lis 17, 2015 23:10    Temat postu:

Powrót do góry
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum FORUM BOTANICZNE Strona Główna -> Pytania i odpowiedzi Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Idź do strony 1, 2  Następny
Strona 1 z 2
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

FORUM BOTANICZNE  

To forum działa w systemie phorum.pl
Masz pomysł na forum? Załóż forum za darmo!
Forum narusza regulamin? Powiadom nas o tym!
Powered by Active24, phpBB © phpBB Group